ROZWAŻANIA / 001
Zanim zaświeci się TALLYBRIEF, PLAN, EKIPA
Najtrudniejsza część transmisji to nie dzień realizacji - wieloletnie doświadczenie daje mi komfort: wiem, jak pracować, jak dobrać ekipę i jakich użyć środków technicznych, aby osiągnąć oczekiwany efekt. Znacznie trudniejsze jest właściwe rozpoznanie potrzeb i oczekiwań klienta, bo nie zawsze oznaczają one to samo. Moja wizja realizacyjna również może być inna.
Z pomocą przychodzi brief, który pozwala harmonijnie połączyć wszystkie te warstwy. Brief i rozmowa z klientem prowadzą do realizacji, z której klient jest naprawdę zadowolony. Kiedy rozumiem jego potrzeby i wiem, jak powinien wyglądać efekt końcowy, mogę dać mu nawet więcej, niż początkowo oczekiwał. Moim atutem są wiedza, doświadczenie i dobrze przygotowany plan.
Brief i Plan - najważniejszy duet
Brief to nie plan produkcyjny, to początek pomostu pomiędzy oczekiwaniami a techniką i finałem. Znam budżet, wiem, jakie środki techniczne zastosować i jak planować całą produkcję. Mogę skalować projekt. Nie wyślę ekipy z kamerami ARRI na małą konferencję transmitowaną tylko przez Zoom, ani nie zrobię koncertu symfonicznego na jedną kamerę PTZ. Wiem za to, z kim trzeba się połączyć, co ma wydarzyć się na scenie, a co w zapisie powinno wyglądać inaczej niż na żywo. Niektóre rzeczy mogą wydawać się detalami, ale mają bardzo ważny wpływ na to, co wydarzy się podczas realizacji. Ustalenie pozornie nieistotnych detali daje mi spokój, ciszę i wyważenie w reżyserce. Musicie pamiętać, że nie każdy klient wie, że nagłośnienie to nie to samo, co realizacja dźwięku do streamu. Tak samo, że feed z nagłośnienia koncertu nie nadaje się do streamu.
MacBook, garść przejściówek, presja i dym.
Podczas jednej z realizacji, kiedy wyprowadzanie obrazu przez USB-C dopiero miało swoje początki, prezenterka dotarła spóźniona z najnowszym MacBookiem. Komputer miał tylko jeden port USB-C. Miała też garść wspaniałych przejściówek, z których nie zadziałała żadna.
Nie byłoby żadnego problemu, gdybym tylko wiedział… Wiedział, z czym przyjedzie i że musi użyć własnego komputera.
Inna historia to poprawka jednej literki w prezentacji klienta, oczywiście na ostatnią chwilę. Dostałem pendrive’a, który po podłączeniu do komputera oczarował mnie pachnącym dymem. Taki ładny był - firmowy. Fakt, że klient musiał poprawić tę jedną literę trzy minuty przed transmisją, kosztował moją ekipę sporo nerwów, wymianę komputera i opóźnienie wejścia na antenę.
Nie popełniajcie takich błędów. Do komputerów realizacyjnych podłączajcie tylko własne, wcześniej sprawdzone nośniki. Nie ulegajcie presji, która może zagrozić całej transmisji.
Jesteście jak kapitan samolotu - to Wy odpowiadacie za transmisję i musicie bezpiecznie doprowadzić ją do końca.
Rewia formatów czyli 16:9, 4:3 i czarne paski.
Temat pewnie Wam znany. Przygotowana oprawa pod konkretny format i nie trzeba być jasnowidzem by wiedzieć, że opracowane ramki pod prezentację i prelegenta nie będą tak śliczne, jak być miały. Wiele realizacji się wydarzyło i nadal ciężko wymóc na prelegentach, szczególnie po pandemii, żeby przygotowywali swoje prezentacje w jednym formacie. Stosuję jedną sprawdzoną metodę - wspólna formatka brandowa i próba dzień wcześniej, jako wymóg. Przygotowuję gotową formatkę do wypełnienia lub wzór, jak ma wyglądać pierwszy slajd. Daję „opakowanie” lub „wzorzec”. Punktów swobody jest wiele, bo jeszcze audio osadzone w prezentacjach, animacje i moje ulubione prezentacje online. Ach ta technologia, ile daje możliwości.
v01, v02, v03 są bardziej ok niż final_ok_ok_ok
Playlisty i materiały wsadowe - problem wielu stacji, początkujących realizatorów i montażystów. Od lat stosuję wypracowaną zasadę - nie ma znaczenia dla mnie nazwa pliku, choć bardzo pomaga, dla mnie najważniejszy jest numer pliku i jego wersja. Numer dwu lub trzycyfrowy przed nazwą jest stałym identyfikatorem pliku/klipu, a oznaczenie v01, v02... na końcu wskazuje jego wersję.
Pracując w stacji ogólnopolskiej, broadcastowej, widziałem już schodzące z montażu pliki o takich radosnych nazwach: „premier_na_spotkaniu_final_ok_ok_ok.mxf”. Nie wiem, skąd realizator czy emisyjny mają wiedzieć, czy to ostatnie „ok”. A jeśli nie ostatnie, to które jest bardziej ok?
Nie będę się rozpisywał o wyższości mojego rozwiązania nad sposobem „ok”, ale nawet tytuły plików, które dostarcza klient mogą różnić się niewiele i podczas realizacji doprowadzić do katastrofalnej pomyłki w emisji.
Zawsze na scenariuszu umieszczam przed nazwą pliku numer 01, 02, 03 (identyfikatory klipów) i wcale te numery nie oznaczają kolejności emisji. Na końcu nazwy posiłkuję się oznaczeniem v01, v02, v03… W tej nomenklaturze ciężko o pomyłkę. Wyobraźcie sobie, że pośród dziewięćdziesięciu plików łatwiej odnaleźć coś po numerze niż po długiej nazwie.
Polecam tę metodę numeracji streamerom, telewizyjnym realizatorom wizji i montażystom.
Stosowanie redundancji - świadectwo rozwagi czy szaleństwa? Jak nie wpaść w pułapkę.
Pamiętam taką realizację w Polsce dla jednej z największych instytucji kulturalnych, gdzie zajmowałem się projektem jednej z pierwszych reżyserek przeznaczonych do streamingu w 4K. Finałem miał być stream z bardzo znanego widowiska scenicznego, które szeroko reklamowano w mediach.
W tym projekcie nie ja zajmowałem się ani realizacją, ani zabezpieczeniami sieciowymi. Zrobiono tam backup wszystkiego, co się dało, jeśli chodzi o internet. Zabezpieczono za duże pieniądze każdy element, który mógłby zawieść. Jak się domyślacie, coś zawiodło i rzeczywiście…
Przewidziano, że tysiące ludzi wejdzie na zewnętrzny CDN, by oglądać transmisję, ale nie przewidziano, że informacje o miejscu transmisji widzowie będą pobierali ze strony instytucji, a hosting był, jaki był. Resztę możecie już sobie wyobrazić.
Redundancja na eventach jest trudna do wdrożenia tak, by mieć sto procent pewności sukcesu. Koszty zabezpieczenia powielają koszty projektu. Zawsze można jednak przyjrzeć się newralgicznym miejscom i wypracować workflow awaryjny - checklistę, która pozwoli wiedzieć, jak działać, by minimalizować straty w streamie. Skrócić proces myślowy.
Opracujcie własną, krótką instrukcję operacyjną.
„Dźwięk jest ważny w radiu, a w telewizji ważny jest obraz”. No... niekoniecznie.
Jestem „człowiekiem od obrazu”, ale moja pokora wobec dźwięku jest na bardzo wysokim poziomie. Dźwięk ma najwyższy priorytet. Jeśli wyprodukujecie obraz najwyższych lotów z konferencji, której odbiorca nie będzie w stanie zrozumieć, Wasz wysiłek pójdzie na marne. Taka transmisja nie jest wiele warta.
Są jednak produkcje aspirujące do tych, w których obraz jest ważniejszy od dźwięku - nieme formy informacyjne, opatrzone słynnym paskiem tekstowym. Nie potrzeba naukowych dowodów, by zauważyć, że dźwięk możemy odbierać podczas wykonywania innych codziennych zadań, i to z całkiem dobrym skutkiem. Z obrazem nie jest już tak łatwo. Jeśli podczas transmisji obraz na chwilę się zatrzyma, widz najczęściej nie zgłosi pretensji, ale gdy dźwięk stanie się niezrozumiały, zareaguje natychmiast. Oczywiście to uogólnienie, bo wszystko zależy od rodzaju realizacji.
Do dźwięku będę wracał nieraz i poświęcę mu jeszcze wiele akapitów. Pamiętajcie jednak o jednej ważnej zasadzie. Patrząc na realizację nawet najprostszej konferencji, często nie dostrzegamy problemów z dźwiękiem, ponieważ wspiera nas obraz. Zamknijcie więc czasem na chwilę oczy i oceńcie, czy to co słyszycie jest wystarczające, czy jest dobre, zrozumiałe i przyjemne w odbiorze.
Kamery mają opowiadać, nie liczyć się w specyfikacji
Konferencje i proste streamy zaczynają przypominać puste kabiny po tłumaczach, których zastąpiły algorytmy AI. Wszechobecne kamery PTZ i FIX-y zaczynają dominować, a one-man show widziałem na ostatnim Forum Ekonomicznym w Karpaczu jako standard. Niestety właśnie ekonomia uwielbia technologię. Szkoda tylko, że obraz traci duszę. Na szczęście formy teatralne i widowiska artystyczne mają jeszcze sporo do powiedzenia.
Otrzymuję wiele zapytań, w których klient próbuje negocjować cenę, żądając zmniejszenia liczby kamer. Nie pomaga tłumaczenie, że najpierw chcę usłyszeć, co mamy pokazywać. Liczba kamer oczywiście wpływa na jakość narracji transmisji, ale o wiele większy wpływ ma spojrzenie realizatora obrazu i operatorów kamer.
Realizacja wielokamerowa jest mocno związana z językiem filmu. To realizator wraz ze swoją zaufaną ekipą operatorów przekazuje swoje spojrzenie na to, co dzieje się na scenie. Realizacja obrazu to sztuka i jest subiektywna, dlatego tak ważne jest, by realizator konsultował z reżyserem widowiska każdy detal, by nie popsuć pierwotnego reżyserskiego zamysłu.
Nawet w najprostszych realizacjach przed wydarzeniem przekażcie scenariusz operatorom, omówcie sposób realizacji z całą ekipą i zaznaczcie w scenariuszu momenty nieoczywiste, których nie można przegapić.
Pamiętajcie, że są operatorzy specjalizujący się w sporcie i operatorzy teatralni. Dla mnie ma to ogromne znaczenie.
Próba techniczna nie jest formalnością, a przebiegówka musi znaleźć się w kosztorysie
Pełna próba pozwala przejść przez wydarzenie tak, jak zobaczy je odbiorca: od czołówki, przez prezentacje i rozmowy zdalne, po planszę końcową. To moment na kontrolę kadrów, tally, interkomu, miksów audio, grafiki, opóźnień i nagrania. Wtedy powinny pojawić się problemy — bo wtedy można je jeszcze spokojnie rozwiązać.
Jeżeli chcecie, aby transmisja wyglądała naturalnie i pewnie, dajcie ekipie czas na przygotowanie. Najlepszy live nie jest improwizacją wspartą drogim sprzętem. Jest dobrze zaprojektowanym procesem, w którym ludzie, technologia i scenariusz pracują według tego samego planu.
Jest próba techniczna i próba merytoryczna. W przypadku wydarzeń artystycznych próba merytoryczna bywa bardziej obciążająca niż samo wydarzenie. To wtedy powstaje proces myślowy - realizacyjny, to wtedy uczymy się rozumieć, co pokazujemy i wprowadzamy zmiany w sposobie narracji obrazem. To kolejna dniówka.
Podczas pandemii zrealizowałem na żywo kilkanaście dużych wydarzeń artystycznych. Miałem wtedy bardzo świadomego zleceniodawcę, który rozumiał twórczy charakter naszej pracy i jej niebanalny wpływ na to, co pokazywaliśmy ze sceny. Początkowo, przy pierwszych streamach, klient wymagał aż czterech dni pełnych prób przebiegowych, co zapewniało nam bardzo duży komfort pracy oraz komfort finansowy. Bardzo precyzyjnie dobieram ekipę. Pracuję tylko z zaufanymi operatorami i współpracuję ze score readerem z doświadczeniem telewizyjnym. Klient zauważył więc, że zespół jest na tyle dobry, iż wystarczy jedna pełnowymiarowa próba.
Wybrałem najlepszą ekipę filmową - komfort finansowy się zmniejszył :)
KONTAKT

