ROZWAŻANIA / 002
Jak dobierać ekipęDOBRY OPERATOR ZNA TWOJE SŁABOŚCI
Dobra ekipa nie składa się z ludzi, którzy znają się na sprzęcie. Składa się z ludzi, którzy wiedzą, co wydarzy się za chwilę i co może się wydarzyć.
Dość wcześnie zorientowałem się, że przy produkcjach telewizyjnych czy transmisjach to nie ja jestem ojcem sukcesu, nie ja zbieram laury po kolejnym udanym streamingu - to „MY” - mój zespół, który cenię najbardziej na świecie.
Od bardzo dawna pracuję w zasadzie z tymi samymi operatorami, których ciągle przybywa. Dzięki mojej ekipie wykonaliśmy setki streamingów, transmisji i produkcji wielokamerowych, które za każdym razem podnosiły poziom naszych dzieł i tym samym zdobywały zaufanie klientów.
Mam w tym swoją zasługę. Nauczyłem się, że umiejętności realizacyjne nie wystarczą w tym zawodzie, by być dobrym. Trzeba jeszcze mieć dar dobierania operatorów do zadań specjalnych. A każde zadanie jest dla nas specjalne, bo jest inne, nie licząc transmisji sportowych, które są w pewnym stopniu powtarzalne, ale również wymagają doboru odpowiedniej ekipy.
Operator kamery, który pięknie kadruje, ale nie słucha realizatora, jest pięknie kadrującym problemem.
Dobierając ekipę do realizacji wielokamerowej, nie zastanawiam się wyłącznie nad tym, jakiego sprzętu i ilu ludzi potrzebuję. Zastanawiam się przede wszystkim, jakich ludzi potrzebuję do konkretnego wydarzenia.
Dla mnie w praktyce nie ich umiejętności kadrowania okazują się najważniejsze. Najważniejsze jest, by zatrudnić takich operatorów, z którymi „żyję w symbiozie”. Takich, którzy, po pierwsze, potrafią pozbyć się swoich zapędów do pokazywania wszystkiego i zająć się swoją częścią zadania. Po drugie, doskonale potrafią przewidywać moje oczekiwania, przewidywać ruchy pozostałych operatorów oraz czują, kiedy mogę popełnić błąd, znają moje dobre i słabe strony i pomagają, by tych błędów nie było.
Podczas moich realizacji praktycznie nie pada do interkomu: „znowu pokazujecie to samo”. Za to ich uwielbiam. Jestem realizatorem, który dość dużo mówi i komentuje, a czasami wszystko w obrazku tak się składa, że gdyby nie tally, można by uznać, że realizatora nie ma, ponieważ zapada długa, przyjemna cisza. Historia opowiada się przez dobrze spasowane trybiki. Dobór ludzi, którzy tak potrafią pracować, to właśnie sztuka.

Największym błędem, jaki możecie popełnić jako producenci i realizatorzy, jest dobranie sobie do transmisji, np. z koncertu, operatora, który jest perfekcyjnym artystą, jeśli chodzi o kadrowanie, ale na co dzień pracuje sam w ekipie filmowej czy reportażowej. Bez treningu taki operator nie będzie potrafił wyzbyć się chęci pokazywania wszystkich rzeczy pięknych i ciekawych, by pozwolić pracować zespołowi.
W transmisji na żywo kreatywność jest bezcenna, ale musi działać wewnątrz wspólnego języka całej ekipy. Dobrze, gdy zamawiający rozumie, że zespół jest istotny i nie warto stawiać na to, by był najtańszy.
Zdajemy sobie sprawę, że nasza praca to nie zawsze sztuka, to czasami prosta dokumentacja, np. w stylu streamingu konferencyjnego czy nawet konferencji hybrydowej. Czasami bardziej od kreatywnego pokazywania liczą się zawiłości techniczne i rozumienie komutacji sygnałów. Owszem, obsługa kamer jest ważna, ale przy pewnych produkcjach wygrywa rozsądek finansowy i generowany koszt końcowy dla klienta.
Realizator nie powinien realizować wszystkiego
W reżyserce powinno być spokojnie. Jeżeli wszyscy przez cały czas coś ratują, to znaczy, że wcześniej coś źle zaprojektowaliśmy.
Lubię spokój w reżyserce. Komendy, odsłuch i komunikacja są częścią tej pracy, ale jest coś, co nazywam spokojem operacyjnym. Realizator obrazu powinien mieć możliwość patrzenia na obraz.
Jeśli jednocześnie sprawdza stream, zmienia prezentacje, uruchamia klipy, reguluje dźwięk, poprawia grafikę i odbiera telefon od klienta, to w pewnym momencie przestaje realizować. Zaczyna obsługiwać system.

Dlatego przy większości produkcji zadania muszą być rozdzielone. Realizator obrazu odpowiada za narrację. Realizator dźwięku za to, co słyszy widz. Osoba obsługująca materiały i prezentacje pilnuje swoich źródeł. Operatorzy kamer pilnują swoich kadrów. Ktoś musi również kontrolować samą transmisję.
Role mogą się oczywiście łączyć, ale powinny być łączone świadomie. I tu moje ulubione stwierdzenie, o którym będę jeszcze pisał w innym kontekście - SZTUKA WYBORU - Wy jesteście za nią odpowiedzialni.
Odprawa
Rozdziel operatorom zadania, powiedz, czego oczekujesz, przedstaw scenariusz i wyjaśnij, jaki masz zamiar wprowadzić styl realizacji.
Nie lubię sytuacji, kiedy operator przychodzi na ostatnią chwilę. Ważne, by ekipa miała taki zapas czasowy, żeby zaznajomić się ze sprzętem, zgłosić ewentualne problemy i mieć czas na sprawdzenie wszystkiego. Dla powtarzalnych wydarzeń może to być mniej czasu, ale dla nowych, gdzie dodatkowo istotną rolę gra technika eventowa, za optymalne przyjmujemy dwie godziny.
„Proszę o podanie kosztu realizacji na 3 kamery we Wrocławiu”
Zdarzają mi się takie zapytania ofertowe. To trochę tak, jakby przed przeczytaniem scenariusza określić, ile obiektywów będzie potrzebnych do filmu.
Proszę wtedy klienta o opowiedzenie, co mamy zrealizować, i grzecznie proponuję, by pozwolił mi zdecydować, ilu operatorów będę potrzebował i przede wszystkim jakich.
Przy prostej konferencji trzy dobrze ustawione kamery mogą dać bardzo dobry efekt. Przy panelu dyskusyjnym z dziesięcioma osobami te same trzy kamery zaczynają mieć zupełnie inne zadanie. Przy koncercie liczba kamer przestaje być prostym przelicznikiem jakości. Liczy się ich funkcja.
Są ludzie fantastycznie czujący muzykę. Są operatorzy, którzy genialnie przewidują ruch na scenie. Są tacy, którym powierzam długie obiektywy, bo wiem, że nawet przy minimalnej głębi ostrości dostanę stabilny obraz. Niekoniecznie natomiast operator Ekstraklasy rozpozna wszystkie instrumenty podczas koncertu orkiestry.
Kogo możemy jeszcze usunąć?
Nie każda oszczędność polegająca na usunięciu człowieka z kosztorysu pozostaje oszczędnością po rozpoczęciu transmisji.
Jedna osoba może realizować wizję, uruchamiać materiały, obsługiwać platformę streamingową i kontrolować kilka kamer PTZ. Technicznie może. Często na konferencjach widzę takie zjawiska.
Tak samo technicznie można prowadzić samochód, rozmawiać przez telefon, jeść kanapkę i jednocześnie szukać adresu w nawigacji. Do czasu wszystko działa.
Jeżeli wydarzenie ma kilkugodzinny przebieg, wejścia zdalne, prezentacje, grafiki, materiały filmowe, kilka źródeł dźwięku i transmisję do internetu, zaczyna rosnąć liczba zadań, których nie da się rozsądnie obsługiwać przez jedną osobę. Nie dlatego, że nie zna ona urządzeń. Dlatego, że człowiek ma ograniczoną percepcję.
Z własnego doświadczenia podpowiadam: pytajcie zamawiającego, jaki będzie harmonogram konferencji czy wielogodzinnego wydarzenia sportowego i jak wyglądają przerwy. Ekipę trzeba dobrać tak, by w razie potrzeby zapewnić zmiennika.
Uniwersalni operatorzy w polskiej rzeczywistości
Polska cały czas jest krajem, w którym nie możemy sobie pozwolić na bardzo wąską specjalizację w obszarze produkcji telewizyjnej i streamingowej. Ekonomia wygrywa dosyć często przy wydarzeniach nieco mniejszej rangi.
Jestem wierny swojej najbliższej ekipie technicznej, która zapewnia mi spokój, bo dzięki niej niektóre elementy instalacyjne dzieją się poza mną, a wiem, że i tak wszystko zadziała. Dobór operatorów wykraczających poza absolutną podstawę zaczyna się często regionalizować.
Nie odważyłbym się zatrudnić zrekrutowanego z sieci operatora z Warszawy czy Łodzi, o którym nic bym nie wiedział.
Kiedyś potrzebowałem dużej liczby realizatorów, ponieważ prowadziłem ponad osiem streamingów z jednego miejsca we Wrocławiu. Zatrudniłem wtedy ekipę, której nie znałem osobiście, jednak przeprowadziłem solidny casting. Zrobiliśmy próby i porządną odprawę dzień przed transmisją.
I tu wraca moje ulubione hasło: Sztuka Wyboru należy do Was. I również moje ulubione pytanie: „DLACZEGO? Czy wiesz, dlaczego akurat tak wybrałeś?”
Score reader, dyrygent i partytura do przodu
Skupiłem się głównie na operatorach kamer, bo to charakterystyczne dla zespołów telewizyjnych, czyli obszaru, który jest mi bliski, ale jest jeszcze wiele stanowisk, o których warto porozważać. Jako że mamy z moim zespołem duże doświadczenie artystyczne, muszę wspomnieć jeszcze o score readerze, który jest dla nas niezbędny przy realizacjach z większym aparatem wykonawczym na scenie.
Nie dajcie sobie wmówić, że każda osoba, która potrafi czytać nawet skomplikowaną partyturę, będzie pomocna. Tylko osoba, która rozumie język telewizji i realizacji live, będzie potrafiła pomóc realizatorowi i operatorom.
Muzycy czytają partyturę zwykle 1:1, co oznacza, że jak dotrą do momentu, kiedy należy pokazać np. daną partię solową, padnie komenda „teraz”, niestety już jest za późno, by oddelegować operatora. Potrzebujemy człowieka od muzyki, który rozumie, co to „preview”.
Praktyka przez wiele lat współpracy z Operą Wrocławską czy Akademią Muzyczną im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu pokazała, że czytanie partytury z wyprzedzeniem nie jest łatwą sztuką. Na szczęście mamy swojego dyrygenta, który robi to perfekcyjnie.
Wiele jest jeszcze stanowisk funkcyjnych w ekipie, o których można wspomnieć, ale główna zasada doboru specjalistów jest taka: każdy powinien rozumieć specyfikę pracy telewizyjnej przy produkcjach live.
Macie własne doświadczenia?
Jeśli macie własne doświadczenia, inne spojrzenie albo coś, z czym się nie zgadzacie - napiszcie. Chętnie poznam Wasz punkt widzenia.
Jeśli macie ochotę zostawić swój kontakt, zapraszam. Być może staniecie się częścią mojego zespołu. Chętnie poczytam kilka słów o Was i dowiem się, którą część Polski obsługujecie.
KONTAKT
